Roztocze dla zuchwałych... :)

14.07.2007 12:58:54
Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami grupa młodzieży wraz z opiekunami p. Urszulą Wilkołazką i p. Januszem Saganem w dniu 09.07.2007 roku, wyruszyła na pięciodniowy podbój Roztocza. Było to możliwe dzięki projektowi pn. „SZKOŁA DLA CIEBIE – dotacje dla szkół Powiatu Lubelskiego”.
Roztocze – malownicza, zielona kraina geograficzna, ciągnąca się wąskim pasmem od Kraśnika do Lwowa. Jest ona wyjątkowa pod każdym względem. Tu przyroda łączy się z zabytkami przeszłości i współczesnością tworząc niepowtarzalny, harmonijny krajobraz jakiego nie spotyka się nie tylko w Polsce ale i w Europie. Nazwa regionu pochodzi prawdopodobnie od „roztaczania” wód. Rzeki, w odpornych na działanie wody skałach, często tworzą progi skalne zwane „szypotami” czy „szumami”.
Rower – przyjazny dla środowiska środek lokomocji, który nie dymi i nie hałasuje a przez to idealnie nadaje się do zwiedzania rozległego obszaru Roztocza. Dodatkowo sprzyjają uprawianiu tej formy turystyki liczne trasy rowerowe, drogi leśne i polne pozwalające odkryć wiele ciekawych, trudno dostępnych miejsc :) Najwłaściwszym wehikułem do ekspoloatacji Roztocza okazał się zwykły rower chociaż... czasami stanowił morderczy test sprzętu i naszej kondycji /co poczuliśmy to na własnej skórze, zwłaszcza niektórzy:cwaniak/
Dzień pierwszy...
Punktualnie o godzinie 800 „wybrańcy” stawili się na miejsce zbiórki. Chwilę po tym ostro ruszyliśmy na „podbój” Roztocza. Już „pierwsza górka” dała nam porządnie w kość... a karkołomny zjazd zakończył się niespodziewanie. Jeden z naszych uczestników na samym wstępie złapał przysłowiową „gumę”. Poważna usterka została szybko zlikwidowana przez wykwalifikowanych rajdowych mechaników /Krzysia i Jacka/ ale zapomnieli o ustawieniu siodełka :D. Słońce na trasie prażyło niemiłosiernie – wszystkich nas przypiekło... zwłaszcza Patryka. Przejeżdżając przez Radecznicę odwiedziliśmy św. Antoniego na wodzie /jakże to później okazało się zbawienne/. Wczesnym wieczorkiem, po przejechaniu tylko 79,1km, lekko zmęczeni ale szczęśliwi dotarliśmy do Zwierzyńca. Wieczorny spacer w kroplach deszczu ukoił naszą opaloną skórę.
Zwierzyniec – małe pięknie położone miasteczko, przepełnione zielenią. Wypoczynek znajdą tu wszyscy, którzy szukają spokoju i kontaktu z przyrodą. Liczne zabytki – pozostałości po Ordynacji Zamoyskiej, oraz przyległy Roztoczański Park Narodowy z pięknymi stawami Echo, zapewnią miły wypoczynek.

Dzień drugi...
Zwierzyniec – Susiec dzień miłej i prawdziwej włóczęgi przy pięknej pogodzie. W promieniach wschodzącego słońca, zielonym partyzanckim szlakiem, wyruszyliśmy w pełną wrażeń podróż /w dosłownym znaczeniu/. Na samym początku nic nie wskazywało, że będziemy mieć jakiekolwiek trudności w dniu dzisiejszym. Ale jedna chwila nieuwagi i jesteśmy w leśnej pułapce. W pewnym momencie urwał nam się szlak partyzancki. Nawet nasi znakomici zwiadowcy /Jacek i Łukasz/ nie byli w stanie odnaleźć zagubionego szlaku. Cóż nam pozostało, jedynie powrót. I tak też się stało. Wróciliśmy do miejsca nieszczęśliwego skrętu. Na szczęście, przypadkiem przejeżdżający leśniczy przyszedł nam z pomocą. Ale to nie wszystko, bo po przejechaniu następnych paru kilometrów okazało się, że zastała zagubiona komórka. I tu z pomocą Jacka i Łukasza, którzy powrócili do miejsca ostatniego odpoczynku, udało nam się odnaleźć zgubę. Ot chwila niefrasobliwości i kłopocik gotowy. Po dniu naprawdę pełnym wrażeń i przejechaniu następnych 81,6 km, dotarliśmy do Suśca.
Susiec – malownicza wieś położona na Roztoczu Środkowym, na północno-wschodnim skraju Puszczy Solskiej, na pograniczu Płaskowyżu Grabowicy na północy i piaszczystego Obniżenia Suśca na południu. Obecnie Susiec należy do najchętniej odwiedzanych miejscowości Roztocza. Zawdzięcza to położeniu na skraju rozległych lasów parku krajobrazowego Puszczy Solskiej, poprzecinanych malowniczymi dolinami rzek. Jedną z nich jest Tanew, która w pobliżu Suśca tworzy malowniczy przełom. Płynąc w głębokiej dolinie, po skalnych uskokach, rzeka na długości 200 m tworzy „szumy”, serię ponad dwudziestu niewielkich wodospadów.

Dzień trzeci...
Po ciężkiej, wczorajszej zaprawie wyruszyliśmy na jeszcze cięższy /jak się później okazało/ szlak tj. szlak szumów. To była iście prawdziwa szkoła przetrwania... te strome podejścia /z rowerem na grzbiecie/, przeprawy przez Tanew, karkołomne zjazdy... PRZETRWALIŚMY WSZYSTKO – chociaż nie odbyło się bez niespodzianek. Delektowaliśmy się „relaksującą” przejażdżką nad małymi wodospodzikami /szypoty, szumy/, które skąpane w zieleni sprzyjały naszemu wyciszeniu i odprężeniu. Oddech wyrównaliśmy „U Gargamela” delektując się malinowymi lodami :D. Ruszyliśmy szybko po odpoczynku dalej... i to była kolejna wpadka – ZABŁĄDZILIŚMY /tym samym wytyczyliśmy, niechcący nowy szlak nad Tanwią :). Na szczęście niezmordowany /jak zwykle/ Jacek włączył swój GPS – odnalazł na nowo niebieski szlak... UFFF :cwaniak. Po krótkim odpoczynku nad Tanwią, wdychając żywiczne powietrze szybko powróciliśmy do miasta, nie prowokując losu na następne zagubienie się... Tego dnia przekręciliśmy tylko /ale jakich/ 53.8 km. Wieczorem, podtrzymując turystyczną tradycję spotkaliśmy się przy ognisku. Pieczone kiełbaski smakowały nam wyśmienicie, jak mało kiedy.

Dzień czwarty...
Po wysokokalorycznym śniadaniu, pełni energii wyruszyliśmy w kierunku Krasnobrodu. Nasz optymizm zmalał zaraz za pierwszym zakrętem gdy ujrzeliśmy „malutką” górkę. Ten morderczy podjazd niektórych prawie wykończył. Zjazd zregenerował nam siły... nie na długo – za chwilkę pojawiła się następna górka, która została pokonana prawie w ekspresowym tempie. Chcąc sobie skrócić co nie co drogi, skręciliśmy w las na zielony szlak. A tu znowu niespodzianka. Zielony szlak skończył się niespodziewanie - ujrzeliśmy znak STOP – WYCINKA DRZEW. Po chwilowym wahaniu się, kierując się wyrobionym już od kilku dni instynktem samozachowawczym, „rowerowym kłusem” dotarliśmy do Krasnobrodu. Zameldowaliśmy się na kwaterze i wyruszyliśmy na zwiedzanie ciekawych miejsc. Nawiedziliśmy słynne Sanktuarium Najświętszej Marii Panny. Kościół ufundowała Maria Kazimiera /Marysieńka/ w dowód wdzięczności za cudowne uzdrowienie. Następnie zwiedziliśmy Muzeum Wsi Krasnobrodzkiej i ptaszarnię ze swoimi pięknymi lokatorami. Nie zapomnieliśmy również o kapliczce nad źródłem – miejscu słynnym z objawień Matki Boskiej i cudownych uzdrowień. I tak zakończyliśmy dzień z 39.1 km w nogach ...

Dzień piąty...
Pełni niezapomnianych wrażeń, z żalem opuszczaliśmy piękne Roztocze. Jedynie myśl, że do domu mamy ponad 100 km przyprawiała nas prawie o zawał. Z Krasnobrodu – prosto przez Bondyrz dotarliśmy do Guciowa. Tu odwiedziliśmy grodzisko, ślady kurhanów oraz wspaniały skansen „Zagroda Guciów” – prezentujący dawną roztoczańską wieś. Ponownie szybkim „kłusem rowerowym” ruszyliśmy w stronę Bychawy. O dziwo bez żadnych problemów dotarliśmy do celu. W tym dniu pokonaliśmy tylko 105.2 km – jak nam się to udało tego nie wie nikt. Wszyscy rozstawaliśmy się ze smutkiem i nadzieją na powtórkę w przyszłym roku!!! Do zobaczenia na turystycznym szlaku...

PS. Przez te 5 dni przejechaliśmy tylko 358,8 km :P

Polecamy:
-Galeria - Rajd rowerowy po Roztoczu - Szkoła dla Ciebie - 2007

DODAJ KOMENTARZ:

Nick:


Komentarz:
;) :) taktak sorry :( :D :piwko papa nonono :P hmm :cwaniak :bag :hyhy :przestraszony :rozpacz :evil :ok

Zespół Szkół Zawodowych Nr 1 im. mjr. Henryka Dobrzańskiego w Bychawie
majorhubal@wp.pl